Moja historia z Gazem rozpoczęła się od kupna maszyny w październiku 2002 roku od kolesia, co to miał go rok po "Szwagrzyku" za zabójczą kwotę 5600 zł
Grzegorz Szwagrzyk już wtedy był legendą RMPST-ów a o owym Gazie chodziły legendy mocy o rozwierconym ponoć do 120 koni Żuku. Gaz co prawda może i był rajdowy ale rok używania go przez małolata spowodował wiele chorób i zagruzowanie ogólne tej rajdówki.

Nie patrząc na nic, zakupiłem nowe felgi i opony General Graber 33 MT ( co było podwojeniem wartości Gaza
Kiedy to po 25-ciu godzinach podróży, kilkunastu awariach nieco zziębniety dotarłem do Lądka

Od tej pory zakochałem się w tym samochodzie i tak naprawdę zaczęła się moja rajdowa przygoda.
Po powrocie do Warszawy zaczęliśmy przygotowywać bolid do startu w III Mazurskich Wertepach. Po kilku tygodniach pobytu w serwisie u niejakiego Jacka Sz. w Kaniach w przedzień rozpoczęcia MW odebrałem Gaza z warsztatu i pomknąłem nim do naszego żeremia off roadowego czyli garaży na Bemowie. Nawet nie zrażała mnie kwota, którą uiściłem za serwis
( coś ze dwa koła
W momencie wjazdu na teren garaży coś chrupnęło ale nie przejąwszy się tym rączo zaparkowałem pod moimi drzwiami. Karol Zarycki, który był moim terenowym mentorem, nauczycielem i zarazem sąsiadem ( dodam, że to On namówił mnie na ten egzemplarz

Udało się za to pognieść tylnią klapę w Mitu, wybić szybę i wyrwać lusterko
Karol rzekł, że naprawa Gaziora może być nieco kosztowna i że trzeba to zrobić raz a porządnie.
Hmmm skoro porządnie to tylko Maciej S. znawca wielki i właściciel warsztatu na warszawskim Ursynowie.
Kiedy to po 9-ciu miesiącach odebrałem ( prawie jak syna z porodu
Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że standard 9 miesięcy - 1 rok jest obowiązującym trendem wśród warszawskich mechaników zjamujących się sprawami szeroko pojętego off roadu
Dodajmy, że za serwis uiściłem z 5 czy też 7 koła co było już chyba potrojeniem czy też poczworzeniem
Postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręcę i przy pomocy kolegów, Karola, Grubego sami zaczęliśmy uczyć się naszego bolidu i przystosowywać go do srajdowania. Po pobycie w Muppet Show ( tak nazywaliśmy naszego mechanika z ul. Ładnej niejakiego Leszka F.) Gaz prezentował się naprawdę pięknie:


Nowa blacharka pokryta barankiem, firmowe barwy wojenne, pousuwane wspólnymi siłami trzech warsztatów i naszą pracą efekty zajeżdzenia wozu przez małolata spowodowało, iż Gaz zaczął jeździć ba ..... zaczęliśmy nawet nim zajmowac coraz wyższe lokaty w kolejnych przeprawówkach
CDN............


























