+48 509 570 840- ten telefon staram się mieć przy sobie (-;
601 35 49 79- biuro w Warszawie biuro@adrenalinka.pl

Marcin Francuz vel Franc

Kilka słów o naszych imprezach.

Robert Kufel:

„No cóż, impreza super zresztą prawie wszystko zostało już powiedziane. Ktoś kiedyś rzekł, iż wyznacznikiem dobrej imprezy jest to czy zawodnicy są i jaka jest frekwencja na ostatnim OS-ie (bankiet). Wszyscy byli i widzieli. Zresztą fakt, że ilość ludzi chętnych do udziału w rajdzie z roku na rok się zwiększa podpowiada o dobrej drodze obranej przez organizatorów. Trasa, jak dla mnie była idealna, jeżeli teren na którym możemy się poruszać jest tak bogaty to musimy z tego korzystać. Były strome zjazdy i podjazdy, wąwozy, kamienista rzeka, trawersy, próby alpinistyczne, błoto, łagry wyrezane do jądra i oczywiście dywany. Zachować zdrowe proporcje i zbyt wiele nie zmieniać. Franc zwykł mawiać, iż „gdzieś ten rajd trzeba spowolnić”, ale wydaje mi się że teraz było super. Przy tak trudnym i wyczerpującym terenowo rajdzie jak Zmota, należy się też wielki szacunek dla pilotów. Oni wykonują kawał ciężkiej i odpowiedzialnej roboty . Myślę, że jest niewiele takich imprez które stają się „kultowe” i jeżeli tylko możesz to należy tam być. Jakieś 4 lata temu w czasie niedzielnego upalania przy rozpalonym ognisku rozmawialiśmy z kumplami o rajdach i imprezach w Polsce, które są super. Wtedy jeszcze nikt z nas nie myślał o jechaniu na rajd powyżej 130 km od domu. Słuchałem o MAGAMIE, że to super rajd itp. Tak kombinowałem aby pojechać i pojechałem. Byłem, zobaczyłem i wiem że dobrze trafiłem. Piękne bukowe lasy, wąwozy, rzeki, łagry, trawersy……i teraz jeszcze tydzień jazdy-sam miód. Tak jak Magam Trophy jest klasykiem, tak Zmota też urosła i dojrzała do tegoż określenia. Jak usiądziemy z Dominikiem w styczniu do rocznego kalendarza i zaczniemy wpisywać terminy to wiem iż trzy mamy pewne. Jeszcze raz dzięki i ukłony dla organizatorów, uczestników i pani gospodyni za gościnę.?

Jacek Prowadzisz:

„Po prostu Zmota. Nic dodać, nic ująć. W zasadzie nie trzeba nic więcej pisać, tyle że nadal odczuwam wielką przyjemność, choć od jej zakończenia minęło 5 dni. Przyjemność jazdy z Ewą, przyjemność ze spotkania z Wami, przyjemność totalnego zmęczenia i przyjemność pokonania trasy. Trasa jaką zafundowaliście nam w tym roku jest nie do opisania, wiele na jej temat zostało tu napisane, więc nie będę powtarzał. Powiem tylko, że gdy przyjechaliśmy na bazę ok. 2 w nocy totalnie przemoczeni, wykąpaliśmy się i zjedliśmy u gościnnych gospodarzy kolację i kładliśmy się spać nie chciało nam się dalej jechać. Ok. 10 zebraliśmy się jednak – ciekawość zwyciężyła, pojechaliśmy na próby. To był dzień za który można oddać wiele, bardzo wiele. Dopisało wszystko, pogoda, krajobraz i przeszkody zadane przez organizatora. Natychmiast pojawił się dobry humor i wiecie co? Może to dziwne, ale nie spieszyliśmy się z pokonaniem prób bo za szybko by się skończyły. Wielkie słowa uznania za PRL, Technika Maliniaka i Nieoczekiwaną Zmianę Miejsc z wąwozikiem na koniec w który nie omieszkaliśmy wjechać choć były łatwiejsze sposoby na podbicie pieczątek.

Z całego serca DZIĘKUJEMY !!

Do zobaczenia w przyszłym roku, Zmota to stała pozycja, niezależnie czym i w jakiej klasie.?

Adam Boczoń:

?Już tęsknię za wspólną wędrówką … Już mi brakuje wspólnego biwakowania… (Dzisiaj już prawie chcieliśmy rozwinąć roletę, rozstawić stolik i krzesełka, zjeść kolację i nocować w samochodzie.) Wielkie dzięki dla orgów. Francowi, „Gienrykowi Sytnerowi” polskiego offroad’u, szturmanowi Wójciowi,Uli-Kuli kierującej wozem dowodzenia ( kiedy kaowiec Franc podejmował decyzję czy obrać kierunek „Lidskoje” , czy też „TEMA” ). Dziakuju Białorusi za krajobrazy, ludzi, drogi i bezdroża, komary i gzy. ( i dobrą wódeczkę po 8 zł ) Dziękuję uczestnikom za atmosferę i wspólne podróżowanie.?

 
Wojciech Antoniuk:
Dzięki wszystkim za wspólnie spędzony czas podczas Freeride Paradise 2011. Poza wspaniałymi terenami przeznaczonymi do freerideu mieliśmy do dyspozycji najważniejszy punkt programu czyli wylot śmigłowcem na czubek góry Melzac. Widok alp, puch pod deską to jest to po co ona została stworzona. Są to niezapomniane chwile i mimo spędzenia wielu zim w różnych rejonach to takie doświadczenie jest czymś co ciężko porównać z klasycznym wyjazdem w aply.
Reasumując jestem bardzo zadowolony z wyjazdu, cele jakim był odpoczynek i lot śmigłem zostały zrealizowane, pogoda dopisała więc po prostu SUPER.
Franc jako organizator, po raz kolejny dowiódł, że jest odpowiedzialną i skrupulatną osobą, której można powierzyć swój czas i życie z gwarancja zadowolenia ( za gwarancję pogody jest uiszczana dodatkowo płatność).


Wykonał: W3MOBI - Mobilny Marketing | copyright © adrenalinka.pl