Dzieki Marcin, i dzieki za fote. To nie usmiech ironii, lecz grymas wysilku w antycypacji tego co przede mna.
Pozwole sobie na dwie b. rozne dygresje:
1. Kolory do koszulki dobralismy dobre. Znalezc sie na zdjeciach latwo, a i jakby tych zdjec wiecej.

Rzuca sie w oczy Adrenalinka.
2. Nie wiem ile jeszcze pojezdze na tych maratonach. Ale nie zeby mi sie nie podobala organizacja, lecz ze strachu. Srednia 21km/h ktora osiagnalem to srednia z 8 km/h i ....60!
Zdjecia na stronie Mazovii nie odaja trudnosci trasy. Nikomu jakos sie nie chcialo fotografowac zjazdow w lesie z glebokimi rowami i kaluzami po 20metrow na cala szerokosc.
Bylo kilka zjazdow po szutrowej drodze gdzie jechalismy 55-60 km/h. Kilka zjadow bylo sciezkami gorskimi miejscami po glazach gdzie jechalem 40 km/h i mnie wyprzedzano skaczac z tych progow na odleglosc kilku metrow. W kilku miejscach w lesnej glinie utworzyla sie koleina (jak szyna), ktora byla jedyna mozliwa droga przejazdu. Jechalismy nia 20h kolo za kolem, a wypadniecie konczylo sie efektownym lotem w bok (takze dla mnie).
Slowem, ja uwielbiam szybko jezdzic, ale presja jaka sie wytwarza gdy sie jedzie na utrzymanie sektora moze byc niebezpieczna.
Moze jak bedziemy jezdzic wieksza grupa to bede sie czul razniej. Wczoraj wieczorem w domu skonstatowalem, ze ten maraton to bylo wieksze ryzyko niz cale moje tegoroczne paralotniowanie.
Ale przyznaje, ze banan mi nie zniknal z twarzy ;)