tia...
stojąc na wejsciu na probe hajłej tu hel, i widząc te białe latareczki mrugające i swiecące 'wszędzie'. I wszystkie na jednym poziomie....
zaczałem sie bać co to za miejsce
i faktycznie

pierwsze gruntowanie kanałku skończyło się zatankowaniem woderów...
potem na samych przeprawach raz quad mało bokiem nie zanurkował w kanałku, przy okazji sam w kanale wylądowałem, i nie było dna... hehe
wyjazd przez lasek po tych pólmetrowych karpach to już był 'pikuś'
ale najlepsza próba to trawersy bogów

po prostu re-we-la-cja
mimo ze to było o 3 rano, do tego przymrozek, wszystkie ciuchy przemoczone, Bakteria nas widział na bazie jak akurat odmrażaliśmy palce ;)
Podsumowując - Zmota jak wino, im starsza tym lepsza, już pierwsza edycja była świetna, ale to co było teraz było... no po prostu nie mam słów

mimo że teren wciąż ten sam, to za kazdym razem organizatorom udaje sie nas zaskoczyć

Tereny na litwie - chcemy więcej

zaraz przypomniała mi sie rzeczka z kamieniami i stromy zjazd na pierwszej zmocie, kiedy to wspolnie ze studentem doszlismy do wniosku ze tego organizatora to musiało posrać zeby nas tu pchać, potem była druga zmota, gdzie znow doszlismy do wniosku że organizatora posrało do kwadratu bo kazał nam po tej stromej ściance podjechać. A teraz.. no coż, Francku - postaraj sie jeszcze troche i śrubkę dokręć na przyszłej edycji, tak żeby było jeszcze trudniej, jeszcze więcej, i jeszcze bardziej

Choć, przyznaje, jak zjechaliśmy na baze to w pierwszym przebłysku świadomości chcieliśmy plombować karte turystyka i jechać jeszcze raz, ale potem zdrowy rozsądek zwyciężył

Wszystko mokre, roadbook jeden w strzępach, komunikacja zdechła.... do łóżka i spać
Quadziki dziękują wszystkim za możliwość wspólnej zabawy

I mamy nadzieje że nas jeszcze kiedyś wpuścicie

obiecujemy nie znęcać sie psychicznie nad suzukami ;)