Jakiś czas temu wygrzebałam z szafy moje wysłużone rolki. Perspektywa letniej wyprawy w góry była dla mnie dodatkową motywacją. Od zeszłego sezonu przeleżały w szafie nietknięte, choć już dawno obiecywałam sobie przeczyścić kółka i przełożyć je na drugą stronę. Co mnie podkusiło, żeby zrobić to samodzielnie bez pomocy męskiej części mojej rodziny?? Siedziałam wczoraj wieczorem i z pietyzmem odkręcałam po kolei imbusem śrubki. Czyściłam kółeczka, łożyska i co mi tylko pod ręce podeszło. W końcu skręciłąm wszystko razem. Z pasją
Dzisiaj postanowiłam pojeździć. Wzięłam córkę w wózek i... ledwo z miejsca ruszyłam. Myślę sobie: "ooo...kiepski dzień, z wózkiem będzie ciężko",ale pojechałam. Jechałam i myślałam, że zaraz padnę. Właściwie nie jechałam tylko mozolnie się przemieszczałam. I cały czas przed oczami miałam Franca, który mnie pogania w drodze na szczyt, bo ja nie daję rady. A Celinka w wózku cały czas krzyczała:"Ognia!!" No więc dawałam ognia... Zawzięłam się i przejechałam tyle co zwykle. Olśniło mnie dopiero, kiedy rolki nawet z górki nie chciały jechać....
Następnym razem przykręcę sobie śrubki jeszcze bardziej w ramach treningu

Sport extremalny normalnie....

Jeśli nie wiesz co robić, nabieraj wysokości. Nikt się jeszcze nie zderzył z niebem.